Forum Korowód Strona Główna Korowód
forum miłośników twórczości Marka Grechuty
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

o Marku z innej strony
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Korowód Strona Główna -> Korowód
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dzek




Dołączył: 25 Maj 2007
Posty: 362
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Wto 18:23, 30 Paź 2007    Temat postu:

Jest takie słynne powodzenie"człowiek żyje tak długo jak długo żyje w pamięci innych ludzi".Tylko ,mówiąc nieco złośliwie,czy ten punkt widzenia podzielają umarli?Co z tego,że po mojej śmierci wspomnie mnie ten i ów.Cóż jest bardziej niezwykłego niż prawdzie życie?Na codzień ten cały "cermenoniał "życia wydaje sie tak zwyczajny,że nie dostrzegamy niezwykłości tego z pozoru oczywistego faktu,ŻE ŻYJEMY i jesteśmy tu i teraz.Może i zresztą dobrze,bo pewnie taka swoista nadwrażliwość mogłaby nas doprowadzić do czegoś złego .Zazdroszczę ludziom wiecznej pogody ducha,bo mi nie wystarcza tylko zawołanie,które przebija z każdej strony,"mysl pozytywnie,myśl pozytywnie.myśl pozytywnie."Te słowa brzmią w tych czasach niczym mantra.A ja tymczasem bardziej wierzę np L.Kołakowskiemu czy W.Szymborskiej niż tuzinom psychologów,którzy ucza nas jak "otrząsnąć"sie po nawet największej tragedii,aby od rana stanąć znowu do wyścigu i walki.Już nawet nie tylko śmierć zostało jakby zepchnięta z ludzkiej świadomosci/Z.Mikołejko w audyci poswieconej filmowi,o którym wspominała pani Barbara mówił,ze do konca 17 wieku cmentarze znajdowąły sie w centrach miast,zaś samo obcowanie ze śmiercia było czymś naturalnym/ale też smutek stał sie czyms wstydliwym i wręcz niepożądanym.Spójrzmy tylko na tych wiecznie usmiechniętych spikerów,dziennikarzy,na te wszechobecne showy,biesiady.Na a teraz powinno paść jakieś slowo o Marku,w końcu jestem na jego forum.Marek ,jak wszyscy podkreslaja,nie udawał nikogo,nie kokietował,nie silił sie na jakies zbedne dowcipy/to staranie sie,aby byc wiecznie dowcipnym jest jakas prawdziwa zmora naszych czasów/.Po prostu był sobą ,a że był kimś niezwyklego talentu i wrażliwosci,to mi to zupelnie wystarcza.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Nie 18:49, 04 Lis 2007    Temat postu:

Sporo się zastanawiałam nad tym, co pan napisał. I - faktycznie, króluje POZERSTWO.

Wielu ludzi jest, a raczej chce uchodzić za taki typ człowieka, jak teraz jest "modny". Czytałam ostatnio wypracowanie uczennicy mojej mamy klasy, autocharakterystykę. Otóż dziewczyna jest, z tego co pisała: bardzo grzeczna, ułożona, miła i uczynna; o szerokich zainteresowaniach - uczy się jazdy konnej, chodzi do teatru; ambitna i uzdolniona; ma grono przyjaciół, spędza czas z rodziną... po prostu cud, miód i zachwyt. Problem w tym, że znam tą dziewczynę i w gronie moich znajomych klasyfikujemy ją do tzw. "kretynek", pustych, nierzadko ośmiesających się idiotycznymi pytaniami dziewczyn. Kolejny paradoks to to, że wcale nie są takie głupie, nierzdko to mądre, potencjanie fajne koleżanki - ale chłopaków bardziej pociąga taki wizerunek. Więc go kreują.

Jest moda na Grechutę. Jako że nie orientuję się za bardzo w tym, co jest modne, w początkach swojego zainteresowania Markiem nie zauważałąm tego za bardzo. Ale osoby, które "siedzą" w tym od dawna, podkreślają, że po jego śmierci znalazły się tysiące "fanów", które zapalą się do bycia tym fanem, intesywnie popiszą różne komentarze (np. "Nigdy cię nie zapomnimy...") i... zapomną. Sporo z tych, co "uwielbiają" Grechutę, uwielbia tak naprawdę jedną czy dwie piosenki, a reszty może nawet by nie poznał, że to śpiewa "idol". Ja nie mówię, że "prawdziwy fan" musi znać wszystko co istnieje i myśleć o Marku dzień i noc, ale jak ktoś uważa się za fana, bo zna "Dni któych nie znamy", "Niepewność" i "Nie dokazuj"... to mam poważne wątpliwości, czy oby tym fanem jest. Co innego, gdy mówi, że lubi jego piosenki albo zachwyca go jego śpiew, albo jeśli żył w czasie, kiedy Marek tworzył i wspomina go rozrzewnieniem, choć nigdy się jakoś specjalnie jego twórczością nie interesował.

Nie lubię tego co popularne. Obrzydzono mi "Dni których nie znamy" (nigdy, przenigdy nie podaję tego jako ulubioną piosenkę, chociaż kiedy ją słyszę, nie mogę wyjść z podziwu) i "Kraków" (choć popularność tej piosenki już powoli chyba zanika). Ostatnio stwierdziłam, że w sumie dobrze, że piosenek Marka nie można usłyszeć zbyt dużo, bo uwielbienie przez mnóstwo osób mogłoby mi je też w pewnym sensie obrzydzić (w pewnym sensie - bo to nie jest tak, że jak słyszę piosenkę, to mi się robi nie dobrze, ale jak czytam, jaka to ona cudowna, trafiająca do serca i prawdziwa). Jego piosenki nie są bardzo popularne, ale paradoksalnie ON jest popularny. I teraz powiem swój największy ból - Marek staje się SYMBOLEM. W przypadku artysty wiadome jest, że niejako zapomina się o nim jako o człowieku - ale chore jest, kiedy zapomina się jego twórczości. Powoli zostaje tylko nazwisko. "O, Grechuta, wielki artysta. Cenię go i podziwiam... - A co znasz? - No... 'Dni których nie znamy'... i 'Niepewność'... No, i 'Kraków', oczywiście" No i zaraz trzeba spiesznie dodać: "Wspaniały człowiek, wrażliwy, tworzący mimo ciężkiej choroby...". Mniej więcej tak to może wyglądać. Osoby słuchające sztuki wyższej, a do takiej z pewnością należy twórczość Marka, często, zwłaszcza jeśli nie znają jego muzyki, patrzą na niego z pobłażaniem jako na jakąś taką maskotkę "mas", któy napisał parę piosenek, roztkliwionych w dodatku i ot, wielki artysta. Myślę, że Marek byłby i z tego zadowolony, z tego że "trafił pod strzechy", jka sobie również wymarzył, z tego że jego nazwisko jest rozpoznawalne i budzi wśród mnóstwa ludzi ciepłe uczucia - ale moim zdaniem płaci za to straszną, a w każdym razie bolesną cenę. Żadne np. wspominki o zmarłych nie mogą się obejść bez Marka Grechuty, ale to są zazwyczaj trzy słowa, i to wcale nie oryginalne - "Wybitny artysta, piosenkarz, poeta /choć sam uważał się bardziej za tekściarza/ i kompozytor, twórca takich przebojów jak (padają trzy tytuły). Rozpowszechnił twórczość wielkich poetów polskich, tworząc z Janem Kantym Pawluśkiewiczem piosenki do Mickiewicza /jedna.../, Przybosia /jedna.../ czy Tuwima /a gdzie Nowak, Leśmian, WITKACY?!/, które śpiewane przez młodego studenta architektury, swego czasu powtarzane przez niemal całą Polskę, do dzisiaj są na ustach wielu, często nieświadmych ich pochodzenia. Odnosił liczne sukcesy na festiwalch w Opolu czy Krakowie. Współpracował m.in. z Maryla Rodowicz czy Dortą Pomykałą. Podbijał serca swoją wrażliwością, lirycznością i prostotą swoich piosenek. Był jednym z najwybitniejszych artystów zeszłego wieku." To tekst wymyślony na poczekaniu, mozna wymyślić mnóstwo takich "formułek". Pomija się np. jakże odmienny od Anawy, dość ponury i gorzki, bardzo ciekawy WIEM, pomija się wielki projekt jakim była "...lokomotywa", jeśli dobrze pódzie dwoma słowami wspomina się o "Pieśniach..." czy "...chruśniaku". Jego geniusz staje się niejako oczywistością i mówi się o nim bez zastanowienia. Rozumiem niestety bardzo dobrze, jak może to działać na ludzi, którzy nie lubią rzeczy popularnych - bardzo skutcznie zniechęcają ich do Grechuty. Ja też bym się zapewne zniechęciła, gdybym usłyszała o nim w takich okolicznościach.

Nazwisko Marek Grechuta z trudem dźwiga brzemię symbolu. Obawiam się, że wkrótce się załamie i zostanie mgliste wspomninie o "jednym z najwybitniejszych artystów XX wieku", że zostanie jego legenda, nie dzieło. My musimy nieść to dzieło w przyszłość, skoro sam Marek musi dźwigać znamię swojej wielkości. Jak to gdzieś napisała pani Barbara o koncercie krakowskim, który tak dobrze pamiętamy, "Chciałbym też, aby (...) przestano o Nim mówić '...Grechuta? Ach, to ten co nie śpiewa tylko mówi...'" Ja bym chiała, żeby przestano o nim mówić "To ten od 'Ważne są tylko dni któych nie znamy' i 'Nie dokazuj miła'", tyko choćby "To ten od Nowaka i Leśmiana, to ten co razem z Janem Kantym Pawluśkiewiczem robili Witakcego, to ten od 'Korowodu' i 'Ocalić od zapomnienia'..." I o to trzeba nam zadbać, zeby to twórczość Marka, nie nawet samego Marka, ocalić od zapomnienia.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dzek




Dołączył: 25 Maj 2007
Posty: 362
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Nie 9:19, 23 Gru 2007    Temat postu:

To była Wigilia roku 1985-ego lub 1986-ego.Byłem wtedy jako dość świeżo upieczony "żonkoś"wraz z moją córką i żoną w moim rodzinnym Radomiu.Gdy sobie teraz przypominam tamte czasy to jakby główną ich cechą,która wtedy dominowała była szarość.Ta szarość była jakby wszechogarniająca.Szare były ulice,sklepy,a może nawet i domy.Zresztą wówczas w większości domów stały jeszcze telewizory czarno-białe,a te kolorowe to były zazwyczaj jakieś produkcji radzieckiej.Ich cena,zważywszy teraz na ich jakość była chorendalna.O ile pamiętam tego rodzaju towar "luksusowy"kosztował bodaj roczną pensję przeciętnego Polaka.O komputerach wtedy jeszcze wtedy się pewnie przeciętnemu Polakowi nie śniło,a internet chyba dopiero kielkował w głowie B.Gates'a.Siedzac wtedy przed wigilijnym stole,na którym jakimś cudem/jak w większości domów/znalazły sie różne nie oglądane na codzień smakolyki zobaczyłem w telewizorze Marka.Zdaje się,że był to loklaany program krakowski,który wtedy był emitowany w Radomiu około godziny 18-ej.Nie pamiętamco on wtedy mówił.Pamiętam jedynie,że zaśpiewał ,towarzysząc sobie na fortepianie słowa,które przez długie lata mi towarzyszyły"Codziennie się staramy by zrobić podobny cud...".Muszę przyznać,że długie lata tej piosenki nigdzie pózniej,ani w radiu ani w telewizji nie słyszałem.Była dla mnie zagadką i wspomnieniem z tamtej wigilii.Dopiero,gdy kupiłem sobie cały box Marka odkryłem co to za piosenka.Gdy teraz uświadamiam sobie jakie to były wówczas czasy to rozumiem też jakby bardziej wymowę tamtej piosenki i tamtej płyty,w ktorej mimo wszystko czuć trochę duszną amtmosferę tamtych "szarych"lat.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pią 19:05, 04 Sty 2008    Temat postu:

Mogę to mniej więcej zrozumieć, to o czym pisze "dzek". "w ktorej mimo wszystko czuć trochę duszną amtmosferę tamtych "szarych"lat." To już w pełni rozumiem, bo chcę dobitnie podkreślić: Marek wielkim poetą nie był. Pisał co najwyżej dobre, bardzo dobre albo wręcz świetne teksty piosenek. Ale miał niesamowitą, fenomenalną zdolność oddawania nastroju - bądź tego, co chciał własnym tekstem wyrazić, bądź - co najbardziej u niego właśnie cenię - pięknych i często do głębi trudnych (np. Nowak) wierszy poetów. Myślę, że niezależnie od techniki kompozytorskiej jaką w danym czasie stosował, muzykę do wierszy komponował genialnie.

A teraz o tym, o czym chciałam napisać. Smile

To niesamowite - udało mu się przez piosenki wprowadzić w życie tyle własnych, niecodziennych i może mało "chwytliwych" pomysłów, a za każdym razem znajdowały one szerszą albo węższą publiczność. Czasem zawodził starych wielbicieli - ale ugruntowywał sobie uwielbienie pozostałych, a także zdobywał serca nowych, którym nie odpowiadała na przykład liryczna Anawa, ale już WIEM jak najbardziej. Każdy jego projekt był zupełnie inny, czasami spotykał się z mniej gorącym lub nawet krytycznym przyjęciem - ale nic nie okazało się niewypałem. Zawsze w jakiś niebywały sposób trafiał do ludzi. Zdobywał ich serca, i to trwale. Ścieżki, które już sobie wydeptał, nie interesowały go - szedł nowymi. Na koncertach, zwłaszcza kiedy akompaniował sobie na fortepianie sam, śpiewał szybko, jakby nie chciał zatrzymywać się na dłużej przy tym, co już stworzył i wypróbował - zawsze chciał pokazać tego nowego Grechutę. Zadziwiające jest, że nawet jeśli krytycznie ocenia się dobre 30, 35 lat jego późniejszej działalności, już za pierwsze 4(?) - powiedzmy, dwie płyty - można go pokochać.

Geniusz kroczący własnymi drogami. To w zasadzie specyfika geniuszy. U Marka odwaga, czasami i brawura w nowych pomysłach łączy się z pewnym gruntem. W jego twórczości nie ma eksperymentalizmu. Wszystko jest dopracowane w drobnych szczegółach. Jeśli uważa, że teraz chce zrobić akurat to - to robi to, nawet jeśli ma spotkać, jak np. w przypadku "DWS", z częściową krytyką (chociaż przecież wielu jego fanów bardzo wysoko ceni sobie tą płytę). Można narzekać, że potem odszedł od wierszy wielkich poetów w stronę własnej twórczości - ale ja uważam, że już tak wspaniałych rzeczy by nie stworzył, że próby robienia muzyki do takich wierszy "na siłę" skończyłyby się może poniżej oczekiwań, czym Grechuta zaprzeczyłby swojej przez lata wypracowywanej regule nie robienia rzeczy słabych lub przeciętnych. Uważam, że mimo wszystko nie zrobił takiej ani jednej. Jeśli przez dziewięć lat nie znalazł nowego sposobu, żeby się SENSOWNIE wypowiedzieć (chodzi mi o okres 1994-2003), to wolał milczeć niż uciekać się do tekstów typu: "Obowiązek obowiązkiem, piosenka musi posiadać tekst". (Fragment jednego artykułu: "- Postanowiliśmy nie tworzyć byle czego, gdyż na to szkoda czasu. Chcieliśmy pisać piosenki niebanalne, piękne i wzniosłe - mówił przed laty o powodach powołania do życia zespołu Anawa. Dziś trudno się nie zgodzić, że te słowa jak ulał pasują do całego dorobku Marka Grechuty.") I tak zrobił już wtedy ogromnie dużo. I tak był uwielbiany. I tak już pięć pierwszych płyt (tak myślę) to było osiągnięcie zdecydowanie powyżej przeciętnej. A ten niepoprawnie ambitny człowiek wydał ich jeszcze osiem.
Co najmniej dobrych, niektórych bezsprzecznie fenomenalnych. Jeśli istnieje ścisły podział na geniuszy i tych, którzy nimi nie są, nie mam najmniejszych wątpliwości, że on jest.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Wto 13:50, 12 Lut 2008    Temat postu:

Nie wiem czy ten artykuł już gdzieś był, czytałam do już dość dawno, ale znowu na niego natrafiłam, a jest bardzo ładny [link widoczny dla zalogowanych] Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Nie 20:07, 24 Lut 2008    Temat postu: Sztukmistrz

Etymologia słowa "sztukmistrz"? Bardzo proste: "sztuk" "mistrz". "Mistrz sztuk". Mistrz w sztuce. Zakochany w sztuce z wzajemnością. Namiętna miłość, pełna niespodzianek.

Dobrze jest w odpowiednim czasie trafić na jakiegoś sztukmistrza. Zanim się zdąży człowiek zniechęcić do sztuki, uwierzywszy, że istnieje tylko z przymiotnikiem "masowa".

Szukanie nowych wyrazów sztuki może być bardzo owocne i poszerza horyzonty. Ale dobrze mieć tuż obok pewny sprawdzony grunt. Dobrze sobie znależć zawczasu swojego sztukmistrza.

Są również sztukatorzy, i mogą zapewniać bardzo przyjemną, inteligentną rozrywkę, ale nie są partnerami do końca życia. Nie powinno się zbyt intensywnie w ich sztukę wgłębiać, bo można się rozczarować. Od wgłębiania, siedzenia i pławienia się jest sztuka sztukmistrzów. Sztukatorom należy się szacunek. Należy się być może sympatia. A nawet chwile zapamiętania. Ale dobrze zawczasu rozróżnić, czy to zdolny, błyskotliwy rzemieślnik, czy ktoś w ogóle "bezprecensowy". Smile

PS. Proszę nie traktować tych dywagacji zbyt poważnie. Pozdrawiam, Magda


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dzek




Dołączył: 25 Maj 2007
Posty: 362
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Wto 18:35, 08 Kwi 2008    Temat postu:

Kolejne artykuły o Marku
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Śro 17:07, 09 Kwi 2008    Temat postu:

Artykuł Marty Marczuk jest jednym z ciekawszych, jakie czytałam. Nie rozdrabniając się, powiem, że trafia w sedno, w które każdy miłośnik Marka w końcu trafi: konsekwentnie budował swoimi piosenkami własny świat, który z czasem oczywiście się zmienia, dojrzewa - ale artysta pozwala nam te zmiany obserwować. Autorka w artykule pisze o symbolu-znaku, którym w cudowny, trochę niewytłumaczalny sposób stał się Grechuta. Pisze o tym, co widzi, słysząc słowo "Grechuta". Dla mnie przede wszystkim jest to wielkie słowo i słowo PEŁNE znaczeń. Kiedy słyszę jakiś rok (np. 1972), automatycznie odnoszę go w myślach do Marka. I nie muszę się zastanawiać, co było w tym i tym roku, bo to wszystko cały czas wiem. I nie są to dla mnie puste wydarzenia - że wtedy i wtedy nagrał taką a taką płytę. Każdy taki rok ma dla mnie nieokreślone, ale zupełnie widoczne kolory i kształty - to tak jak zamykamy oczy, też widzimy różne barwy, ale nie potrafilibyśmy ich określić. Wydarzenia (także te niekonkretne) potrafię w naturalny sposób łączyć i często zaczynam wtedy rozumieć wydarzenia późniejsze. Każda drobniutka informacja o nim, nawet jeśli bywa, że mnie zasmuci, po krótkim czasie sobie z nią radzę i, bywa, że z euforią, dopełniam sobie w myślach układankę pt. "Marek". Nie dają mi jedynie zbyt wiele informacje o tym, jaki był (ciepły, wrażliwy, otwarty itp.), ponieważ ja to wszystko już doskonale wiem - ale każda anegdotka czy wspomnienie już jest bardzo cenna. Czuję jego przy sobie mniej lub bardziej, ale czasami po prostu potrafię "dławić się" ze szczęścia, kiedy go czuję tak bardzo bardzo blisko. Fantastycznym fenomenem jest jego zdjęcie z książki (i przede wszystkim płyty) Wojtka Majewskiego. Już pomijam fakt, że jest najbardziej fascynująco ujęta twarz Marka. Tylko że jego spojrzenie często potrafi mnie powalić. Jest tak nieokreślone, że widzę w nim najróżniejsze rzeczy - od surowości po czułość, od smutku po rozbawienie. Potrafię dziesięć minut gapić sie w to zdjęcie jak zahipnotyzowana.

Tak więc dla mnie słowo "Grechuta" ma bardzo konkretne kształty. Jest dla mnie jednym z najważniejszych i największych słów. Dla wielu osób, dla których Marek może nie być aż taką znowu ważną osobą, to słowo jednak też często znaczy dużo więcej niż samo nazwisko. Pisał piosenki bardzo subiektywne - a jednak przecież tyle osób mówi: "to tak jakby o mnie", "Mówi dokładnie to, co teraz czuję". Świetnie ujął to W. Majewski, pisząc takie wewnętrznie sprzeczne wydawałoby się zdanie - "Jego twórczość jest bardzo subiektywna - i dlatego tak mi bliska". Widać takiego systemu wartości, jaki w jakiś tam sposób wyznawał Marek, systemu wydawałoby się trochę archaicznego, bardzo wielu osobom potrzeba i tak naprawdę w wielu osobach może on tkwić. Marek miał po prostu wielką odwagę otwarcie o swoich marzeniach i zawodach - a to okazuje sie we współczesnym, coraz chłodniejszym i błyszczącym świecie coraz bardziej potrzebne.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 17:22, 14 Kwi 2008    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Wydaje mi się, ze to już było, ale pewna nie jestem. [link widoczny dla zalogowanych] To też.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ysandra dnia Pon 17:22, 14 Kwi 2008, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 17:26, 14 Kwi 2008    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Smile

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 17:45, 14 Kwi 2008    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Na samym dole tekst z prześlicznym zdjęciem.
[link widoczny dla zalogowanych] A tu bardzo, bardzo ładny tekst.
[link widoczny dla zalogowanych] A tu o Festiwalu Zaczarowanej Piosenki im. Marka Grechuty fundacji Anny Dymnej "Mimo wszystko".


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ysandra dnia Pon 17:57, 14 Kwi 2008, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 18:31, 14 Kwi 2008    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Artykuł Daniela Wyszogrodzkiego.
[link widoczny dla zalogowanych] Na samym dole - krótkie "motywy" Turnaua dla nagrania "Historii pewnej podróży".
[link widoczny dla zalogowanych]


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pią 14:59, 02 Maj 2008    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych] (Classroom Spotlight)


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pią 22:47, 23 Maj 2008    Temat postu:

[link widoczny dla zalogowanych] Artykuł zawiera parę błędów, ale ogólnie jest ciekawy.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Korowód Strona Główna -> Korowód Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3, 4, 5, 6
Strona 6 z 6

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin