Forum Korowód Strona Główna Korowód
forum miłośników twórczości Marka Grechuty
 
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie   RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 

Czesław Miłosz
Idź do strony 1, 2  Następny
 
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Korowód Strona Główna -> Jeszcze pożyjemy
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Sob 18:26, 14 Sie 2010    Temat postu: Czesław Miłosz

Dziś mija szósta rocznica śmierci pisarza, a w ostatnim dniu czerwca 2011 przypadnie setna rocznica jego urodzin, w związku z tym rok 2011 ogłoszony został przez Sejm Rokiem Miłosza. Nie posiadam się z radości. I nie dlatego, że był "najwybitniejszym polskim pisarzem", ale że był najwybitniejszym, czy może najważniejszym pisarzem dla mnie. Wiele mogłabym, rzecz jasna, o tym napisać. Wiersze jego znam jeszcze dość słabo (większość przeczytałam pobieżnie, szykując się do Olimpiady), ale są dla mnie niewyczerpanym źródłem wzruszeń. Jeśli ktoś twierdzi kategorycznie (??): "Lepszy jest Herbert" (np.), to ja mogę stwierdzić tylko - kwestia preferencji. Miłosz boryka się z istnieniem, formułując ex post pewną filozofię. To dość ważne rozróżnienie, ponieważ o ile, oryginalnej nawet, myśli nie można mu odmówić, nie jest to filozofia sensu stricto. Nie tylko, że jako ARTYSTA zostaje przy konkrecie, ale także jako główne źródło zdziwienia traktuje swój odbiór świata, swoje wrażenia, swoje w nim funkcjonowanie. Rzadko chaos wrażeń poddaje jednej myśli. Czasem w esejach - o tym później. W poezji zaś, wiedząc, że owa tajemnica świata w ostatecznym rachunku jest niezrozumiała, stara się oddać tę zawiłą tkaninę myśli i wrażeń, stąd bardzo silny sensualizm, a nawet intuicjonizm (wiersz wręcz "oddycha"), niewykluczający równie silnego intelektualizmu. To jest, moim zdaniem, cecha charakterystyczna jego poezji (mówię tu o jej odbiorze, zostawiając formalne ukształtowanie wiersza, o którego niezliczonych wariacjach - oczywiście, oddziaływających na treść - piszą specjaliści). Są to dwa bieguny, między którymi tworzy się cudowne napięcie intelektualne, w tym specyficzne, że trzeba bardzo wysilić wyobraźnię, ażeby zobaczyć obraz, będący źródłem refleksji.

Co więcej, trudno by tu było o cytaty, wystarczająco wyraźne, ponieważ zazwyczaj to dopiero kontekst - tak u Miłosza różnorodny - w pełni uzasadnia wybrzmiewające wówczas długo sformułowania. Oczywiście, Miłosz jest trudny, jest wymagający - i nie twierdzę tak dlatego, że zapuszcza się w obszary filozofii, bo te odwołania akurat nie stanowią dla mnie większego problemu. Najtrudniejsze było dla mojej wyobraźni właśnie uplastycznianie, a nie da się z niego zrezygnować. Samo "rozumienie treści", rozumienie sensu, nie jest już takie trudne. Wystarczy "widzieć", a sens właściwie się ujawnia. Późniejsze utwory są znacznie bardziej skondensowane, coraz "wyraźniejsze" treściowo, krystalizuje się swoisty rozrachunek starszego człowieka (nie zapominajmy, że poeta żył 93 lata, już jak dostawał Nobla w 1980, miał prawie 70 lat - swoją drogą, ile zmian zdołał jeszcze zobaczyć!), zmienia się więc punkt "natarcia" na rzeczywistość, jakby mówił, nie starając się nam tego wszystkiego pokazać, prosząc raczej, abyśmy zrozumieli, co mówi - tzn., jakby komentował swoje życie i, w pewnym sensie, swoją twórczość, a czas przyganiał go do nowego spojrzenia, do opisu już nie "filmowego", jak oceniano jego wczesną technikę, a raczej dyskursywnego. Treść znacznie się udobitnia, myśl krystalizuje, ciężar goryczy, który poeta ujawnia - w bardzo specyficzny sposób, zob. np. "(Nie wyjawiać, co zabronione...)", Wiersze ostatnie - nakłada na niego wielką odpowiedzialność (http://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=104233 tu można znaleźć mój komentarz do Wierszy ostatnich).

Zostawmy poezję. Powtarzam - to kwestia preferencji. W komentarzu do mojej recenzji możemy znaleźć np. zdanie: "Miłosz należy do tych poetów, których bardziej doceniam, niż lubię", i rzeczywiście, choć jego wyjątkowość jest niewątpliwa, nie trzeba go od razu hołubić. Inne miejsce zajmuje w jego pisarstwie eseistyka. Ja uwielbiam celność wielu sformułowań, zgadzam się z Miłoszem na wielu płaszczyznach, mam też podobne cechy osobowościowe, które wpływają na specyficzny wizerunek Miłosza (np. Ryszard Matuszewski w jednym z artykułów zarzucał mu niekonsekwencję myślową i swoistą egzaltację w opisie tego, dlaczego Miłosz został poetą - w artykule o Traktacie teologicznym - wg mnie zupełnie niesłusznie. Wynikało to wg mnie właśnie z niezrozumienia współistnienia pewnych cech w człowieku, a w pierwszym przypadku, z niezrozumienia istoty myśli, którą kontekst twórczości ujawnia). Pewnym jego opiniom zapewne ulegam, i choć mam nadzieję na umiejętność polemiki - pomimo "długu intelektualnego" (wyrażenie Miłosza), który niewątpliwie u niego zaciągam - wiele elementów jego myśli było u mnie obecnych już wcześniej (choć nierzadko nie tak klarownie). Jest to więc sposób myślenia mi bliski. O czym pisze Miłosz? Za dużo by mówić. Za to pewne dwa elementy, wbrew krytykom "Roku Miłosza", ujawniają się bardzo silnie i afirmatywnie, choć zarazem krytycznie. Pierwszy - chrześcijaństwo. Wielki temat jego twórczości i swoista obsesja, punkt dojścia, wyjścia, tajemnica, potrzeba. W Historii literatury polskiej (do roku 1939) (podr. dla Amerykanów) pisze tak: "Najmłodszy z założycieli [Żagarów], Czesław Miłosz(...), jest autorem niniejszej książki i czuje się zakłopotany, mając scharakteryzować swój wkład. (...) Krytycy skłonni byli dopatrywać się rdzenia poezji Miłosza w micie o Ziemi, ochraniającej i ciągle odnawiającej się bogini, albo też nazywali go jedynym prawdziwym panteistą w polskiej poezji. Nie jest pewne, czy to prawda, skoro równie silne są tam elementy chrześcijańskie". Nienawidził katolicyzmu spod znaku endecji, nienawidził polskiej histerycznej prawicy przed- i powojennej, to prawda, ale znowu wynika to z tego, iż: "Stosunki moje z obcymi są zbyt płytkie, zbyt powierzchowne, żeby został ugodzony żywy nerw i żeby odezwał się ten niepokój, do jakiego daje powód nasza przynależność do ludzkiego gatunku. Natomiast u Polaków wystarczy mi drobny znak, a już odtwarzam wszystko co w nich siedzi, bo to jest nie tylko w nich, poza mną, ale też we mnie, jako część mojego le moi hoissable [?]. Ich zachowanie się mnie drażni, ponieważ demaskuje skłonności, jakie w sobie samym staram się rozumem i wolą ujarzmić." (Prywatne obowiązki).

Jego opinie są więc nieraz zdecydowane, i rzeczywiście ideologicznie jest wrogi "środowiskom PiS" czy "Radia Maryja", ale nazywanie go patriotą nie jest nieporozumieniem - skoro nie potrafił zrezygnować z przejmowania się sytuacją w Polsce, a to, co pisał, mogło znaleźć właściwy oddźwięk tylko w Polsce, bo w jej języku tworzył, choć mimo wszystko mówił, iż jest chyba zwolennikiem "poza-świata"; nie zapominajmy, że przez długie lata było to jak władanie wierszy do dziupli w drzewie (jego określenie), bo i tak nie miał szans na publikację, wyklęty przez reżim peerelowski. Nie był w żaden sposób za internacjonalizacją języka, choć starał się korzystać z każdego dostępnego sobie dorobku. Obowiązki miał jednak przede wszystkim wobec literatury polskiej (tylko jej poezję właściwie cenił najbardziej), choć chciał myśleć na własny rachunek, nieraz wbrew narodowym mitom, w reakcji na które wielu intelektualistów skłaniało się wówczas do lewicy (nie mówię tu o koniunkturalnym i z oczywistych przyczyn dla mnie niełatwym w ocenie pełnieniu funkcji attache kulturalnego w latach 1945-1950, do zerwania z władzami peerelowskimi, tylko o bardziej płodnym myśleniu o państwie), i w związku z tym bolała go "polskość", w której mieszało się pojęcia: Polak-katolik, jak Polak, to Sarmata (jak on nienawidził częstej w Polsce odrazy, niechęci do myśli), ale bolało go to w nim, bolało go to, że nie może się tego wyrzec (jak sam stwierdzał: "ale na Mickiewicza, Słowackiego i Norwida czytanych w bardzo młodym wieku nie ma żadnego antidotum, to zostaje" - cytuję z pamięci). Po wielu latach spędzonych w USA (1945-49, bodaj 1960-lata 90.) i Francji (1950-1959) wrócił do Polski, i nie ze słabości, gdyż, jak mówił Leszek Kołakowski, był to człowiek niesłychanie obolały (lata 60.), zaprzyjaźnienie sie z nim było bardzo trudne, ale zarazem bardzo wewnętrznie odporny. Prawicy polskiej nigdy nie pokochał i często prowokował zdaniami, że np. jeśli czegoś żałuje, to raczej patriotyczno-okupacyjnych wierszy (pięknych zresztą) niż marksistowskiego ukąszenia.

Polska była więc u niego, ale w zasadzie w esejach (np. Prywatne obowiązki - obowiązki poety wobec polskiej literatury). Była zakorzenieniem, podobnym do tego, jakie opisywał w "kontrowersyjnym" studium o Stanisławie Brzozowskim Człowiek wśród skorpionów. Myśl ma korzenie, których nigdy się nie pozbędzie, i musi je stokrotnie zrozumieć ("Bo rozpada się wewnętrznie, kto siebie bez ustanku nie przezwycięża"), wciąż na nowo (dla mnie np. perełką są Widzenia nad Zatoką San Francisco). Sprawy zwyczajne, z "tego" świata, z którymi myślący człowiek - i to wychowany w takiej właśnie tradycji i w takim środowisku - musi dojść do ładu. Zakorzenienie Miłosza - "środkowoeuropejskie" - widać także choćby w przemyślanych sądach o Ameryce, której nie szczędzi krytyki (już w latach tuż po wojnie narzeka - w listach - na niewiarygodną głupotę większości Amerykanów, połączoną z wielką życzliwością), choć zarazem jasno pisze o ogromnych możliwościach, które Ameryka daje. Konsumpcję krytykuje bezwzględnie, choć raczej bez furii. Między wierszami możemy wyczytać, że wyje z samotności jak pies, bowiem "środkowo-Europejczyk" przyzwyczajony jest do zupełnie innych, ciepłych relacji międzyludzkich. Miłosz jako pisarz jest fenomenem na skalę światową, i myślę, że nas także uczy otwartości, chociażby przez swe zasługi translatorskie.

Czy mógł uczynić więcej dla "narodu polskiego"? Mógł. Ale interesowały go, tak naprawdę, inne sprawy, dlatego nie lubił swych - bardzo cenionych przez krytyków - kilku wierszy okupacyjnych. Szukał gdzie indziej (paradoksalne, że w tym właśnie "gdzie indziej" ani na chwilę nie rezygnował z języka polskiego) i właściwie jego lirykę można by nazwać religijną (oczywiście, w odpowiednim cudzysłowie, choć bynajmniej nie ironicznym). Eseje - to przypisy, hic et nunc, ale także swego rodzaju katharsis. Dla niektórych może czasem zbyt ostre, zbyt jednostronne (np. w ocenie literatury polskiej, kierowanej wyłącznie względami artystyczno-intelektualnymi, niechęć do wszelkiego społecznikostwa - rozliczenie ze swym debiutem - i "żeromszczyzny"), dla innych nietrafne - jak każde poglądy. Dla mnie i ta warstwa jest ważna i polecam jego eseje (a na marginesie cudowną Dolinę Issy), ale uważam, że artysta ma prawo zobowiązywać się do innych rzeczy.
A o cenie, którą trzeba zapłacić, nie mówić, mimo bólu, zbyt wiele. Uważam, że mimo, iż czasem mogło by się wydawać inaczej, Miłosz wybiera tę właśnie drogę.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ysandra dnia Sob 18:40, 14 Sie 2010, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Czw 19:08, 30 Gru 2010    Temat postu:

Chciałam polecić znakomitą książkę (jestem dopiero u jej początku) "W ogrodzie ziemskim" Ewy Bieńkowskiej. Jest to, jak głosi podtytuł, "Książka o Miłoszu". Miłosz jest trudny, bo nie wiadomo jak go ugryźć. Ja miałam to szczęście, że trafiłam od razu na odpowiedni tomik, a potem, szykując się do finału olimpiady z polskiego, wybrałam sobie jako temat jego twórczość (temat, do którego musiałam przeczytać spory zakres jego dzieł). Mnie Miłosz fascynuje jednak przede wszystkim jako intelektualista. Jasne, że Herbert np. był znakomitym poetą, że jego strofy absolutnie urzekają (jak się człowiek przyzwyczai do zagmatwanego stylu Wink ) - że rozprawia się z językiem w sposób arcymistrzowski (bawiłam się tym w swoim eseju olimpijskiem, pokazując na 10 wybranych przykładach, jak Herbert wykorzystuje tzw. "łączliwość wyrazów", w tym frazeologię, żeby zbudować kilka czytelnych warstw znaczeniowych za jednym pociągnięciem). Nie znam (się) zbyt dobrze (na) poezji, Herberta akurat przywołuję, bo go lubię. Mniejsza teraz o poetów. Zbyt łatwo by nam było utonąć w analizach. Miłosz jest poetą bardzo "antyartystowskim", intelektualista niebywale zdyscyplinowanym wewnętrznie, świadomym, płodnym i ponadto - niebywale utalentowanym (jak twierdzą niektórzy - na miarę przynajmniej Mickiewicza, notabene ulubionego "klasyka" Miosza -ale to osobny temat Smile ). Chciałabym przytoczyć jeden z jego najpiękniejszych wierzszy: [link widoczny dla zalogowanych] . Szczerze powiedziawszy, wolę go przytaczać, niż komentować, tam bowiem wszystko jest proste.
Oczywiście, jego twórczość sprawia kłopoty, ale Miłosz należał do tych, którzy z wielkim zaangażowaniem je wyjaśniali. Jedną z najważniejszych cech jego pisarstwa jest jego różnobarwność. Znakomite eseje (także te, których się później wstydził, z lat 30.) wyjaśniają nam bardzo dużo, nie raczą nas jednak perypetiami bez znaczenia. Dyscyplina, dyscyplina, cholerna dyscyplina - pasja, dzika pasja - walka o wartości najważniejsze (w tym religijne, a jakże). To jedyne co fascynuje jego umysł, to jedyny cel, dla którego pisze - jeśli piękno jest wartością najważniejszą, to i jemu poświeca odpowiednie strofy. Ale przede wszystkim, nie "głód piękna, ale głód istnienia". Miłosz oferuje dużo, ale wymaga odpowiedzi. Są więc ci, którzy mu po prostu powiedzą "nie", bo w najgłębszej istocie, jak się zechce Miłosza zrozumieć, nie można powiedzieć tylko: "przyjąłem do wiadomości". Bo poznawczo mamy te same narzędzia co on. I to jest najwspanialsze. Intelektualny wybór. Książka Ewy Bieńkowskiej jest bardzo rzetelna, przytoczmy wstęp:

"Zacznijmy w ten sposób: jak zbliżyć się, jak napocząć temat, przedmiot tak ogromny, tak, wbrew wszelkim pozorom, odporny, broniący się przed ubogimi narzędziami krytyki? (...) jak samej sobie zdać sprawę z wielodziesięcioletniego towarzyszenia tej twórczości, tej intelektualnej osobowości - z jej obecności w życiu każdego prawdziwego czytelnika? Pewnym ułatwieniem (...) byłoby położenie nacisku na te ostatnie słowa: obecność tej twórczości w życiu czytelnika, w tym w życiu tego, kto [o niej] pisze (...)" W końcu pojawia się w piszącej "nie tyle (...) pragnienie 'wyjaśniania', 'zanalizowania' 'skonceptualizowania', lecz chęć dłuższego i bliższego obcowania z tymi wierszami, z tym językiem, wyobraźnią." "Ważniejsze wydaje mi się pamiętanie, że jest w dziełach poety wewnętrzny porządek, który jest porządkiem rozwoju jego osobowości, rozwoju jej narzędzi. Ten porządek związany jest również z historią, w której człowiek jest zanurzony, z 'zewnętrznymi' fazami jego życia. Zwłaszcza u kogoś wyczulonego tak jak on na czas - mały i wielki, indywidualny i zbiorowy". I parafrazuje Jana Błońskiego: "Miłosz jak czas" (zob. "Miłosz jak świat")
Przyjmując jako właściwy porządek czas życia twórcy, odtwarza z jego tówrczości swoistą legendę miasta, legendę młodości, dalsze kroki. Całość jest przytępna, ponieważ Bieńskowska pisze chwilami "Nie rozumiem tej metafory" albo oceniając krytycznie pewne aspekty (np. poglądy poety o emiracji jako "samobójstwie"). Jest to więc typowa książka eseistyczna i warto do niej podejść właśnie z tego powodu - żeby zobaczyć osobisty obraz rekonstrukcji twórczości poety, bardzo trafny, bardzo ciekawy, i przekonać się potem, czy taka rekonstrukcja budzi nasze zainteresowanie. Bo trudno jest znaleźć na rynku tak syntetyczne, otwarte i dla nieznających jego twórczości, i dla jej miłośników wydawnictwo. Myślę, że SYNTEZA to istotnie znakomita i stając bezradnie wobec chęci wykrzyczenia: "Dziękuję!" wobec poety-intelektualisty, pokarnie zachęcam do tej nieobciążonej bagażem krytycznym, a uksztatowanej doświadczeniem eseistyczno-historycznoliterackim książki.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Markovitz




Dołączył: 17 Wrz 2007
Posty: 42
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 0:11, 02 Sty 2011    Temat postu:

Warto przeczytać wydaną nie tak dawno korespondencję Herberta z Miłoszem. Odmienne poglądy na historię i politykę stanowiły źródło konfliktu między poetami.

W styczniu w TVP Kultura będzie można obejrzeć kilka programów o Czesławie Miłoszu, między innymi interesujące filmy dokumentalne :

3 I o 18.00 Miłosz w Berkeley

5 I o 18.00 Wilno Miłosza i o 18.30 Miłosz- wyprawa w dwudziestolecie.

7 I o 18.00 Cz.Miłosza historia literatury pol. XX w.

A 9 I (Nd) po godz.17 prawdziwa uczta dla miłośników twórczości Miłosza


Post został pochwalony 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dzek




Dołączył: 25 Maj 2007
Posty: 362
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Nie 11:17, 02 Sty 2011    Temat postu:

Z tego co wiem to głównym zarzutem jaki miał Herbert do Miłosza to fakt ,iż zaraz powjnie nasz przyszły noblista był urzędnikiem i to na wysokim szczeblu PRL_u.Pracował bowiem w ambasadzie polskiej w Paryżury.Zresztą podobne zarzuty formułują prawicowi publicysci w stosunku do Szymborskiej,która popełniła kilka socrealistycznych wierszy.W filmie wyemitowanym przez TVN jej poświęconym przyznała,iż popełniła błąd ,była młodo,głupia ,naiwna,ale dla pewnych ludzi tego rodzaju slowa to chyba za mało.Z tego co wiem to po wojnie w wielu kręgach intelektualnych na zachodzie panowały bardzo lewicowe,zeby nie powiedzieć prokomunistyzne poglądy.Wiem,ze Sartre jezdził do Moskwy dośc często.To skutkowało też takimi skandalami jak ten w USA,kiedy pewna oslawiona komisja tropiła wsód aktorów "komunistów".Zresztą podobne zarzuty czyniono w latach 70tych też Lennonowi.To w ogole jest ciekawy temat,bo kontrkultura konca lat 60-tych miala tak naprawde bardzo lewicowy odchył.Nie inaczej było z ruchem punk/chocby słynny manifest zespołu sexy Pistols/Przecież Che Guevara to byl jeden z bohaterów rockowych gwiazd.Ja zazdroszcze Czechom,ze mieli tak wspaniałego prezydenta jak Havel,ktory w 1968 przywiózl ze Stanów plyte zespołu Velvet Underground i sprawil,że tam ten zespół stal się kultowy.Do dzisiaj zresztą Havel przyjazni się z Lou Reedem ale też i np z Jaggerem.Wracając do Milosza to on z bliska przyglądał się narodzinom ruchu hipisowskiego,bo pracowal przecież w słynnym kalifornijakim uniwersytecie w Berkeley.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Nie 14:55, 02 Sty 2011    Temat postu:

Dziękuję bardzo za te telewizyjne informacje.
W latach 1945-1950 pracował rzeczywiście jako attache kulturalny w STANACH (z tego okresu bardzo ciekawa korespondencja "Zaraz po wojnie", wiele złych emocji wzbudziły zwłaszcza listy Tadeusza Krońskiego, który rzeczywiście był urzeczony marksizmem oraz Rosją, i z którym łączyła Miłosza zarówno głęboka intelektualna fascynacja, jak i sprzeciw wobec pewnych postaw - zwłaszcza, że Kroński zdawał sie zupełnie nie wiedzieć - lub nie przyjmować do wiadomości - co się dzieje w Związku Radzieckim). Miłosz zawsze miał poglądy lewicowe - podobnie jak Kołakowski, który był przecież w partii (podobnie jak Miłosz "Zniewolony umysł", Kołakowski napisał później potężne "Główne nurty marksizmu", tak chyba brzmi tytuł), nie znosił Polski dwudziestolecia międzywojennego, prawicy, ciasnego nacjonalizmu (kresowość, wielokulturowość, to go ukształtowało; ponadto bliskie, nieco snobistyczne kontakty z kulturą paryską, zwłaszcza w młodych latach, potem znakomite tłumaczenia także z Anglosasów, nie mówiąc o Biblii). Na pewno jego opory przed pracą dla władz komunistycznych były mniejsze niż wielu zaciekłych nacjonalistów, choć nie da sie ukryć, że był to wybór częściowo koniunkturalny. Chciał pisać, chciał uciec z kraju (w "Zaraz po wojnie" ciekawe są choćby listy Kazimierza Wyki, który dzieli się z Miłoszem trudami w odbudowywaniu rzetelnej polskiej krytyki). Może była to ucieczka niegodna. Nie usprawiedliwiam go. Napisał dużo, wieczne poczucie obowiązku, konieczności odpłacenia się krajowi, pchało go do tego nieustannie. Słowo "pracowitość" pojawia się u niego nieodmiennie. Do tego dochodzi ogromne metafizyczne poczucie grzechu, eksponowane wyraźnie przez krytyków (choć nie przez wszystkich do końca rozumiane). Tak się jednak składa, że nie do końca wiadomo, czy swojego wyboru żałował. Chyba nie. Mówił później (w swej zaciekłej niechęci, jeśli nie nienawiści, do prawicy), że bardziej żałuje kilku patriotycznych wierszy (czasami, jak "Miasta", nie pozwalał ich przedrukowywać), niż swojej fascynacji marksizmem. (Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że pierwszy tomik, "Poemat o czasie zastygłym", w którym usiłował przekształcić sie w proletariackiego "człowieka tłumu", także nie był przez niego prawie nigdy przedrukowywany). Niewątpliwie znajomość z Krońskim miała tu swój wpływ (niektórzy nazywają "Zniewolony umysł" krypto-marksistowską książką!), ale po prostu lewicowość była intelektualnie - przed wojną - dla wielu ludzi intelektualnie bogatsza niż mitologia narodowa ("sarmackość", "towarzyskość", jowialność - Miłosz tego nie cierpiał).
Wracając do wątku - Ameryka dała mu fizyczną i duchową wolność, cena jednak była wysoka. O Amerykanach wypowiada się z mieszaniną wdzięczności i rozpaczy. Trafił do konsumpcyjnego centrum świata... Latem 1949 odwiedził Warszawę. "Należałem wtedy do bardzo dobrze notowanego towarzystwa, ludzi dobrze ubranych, dobrze mieszkających, po prostu do elity, która rządziła wtedy Polską. I brałem udział w przyjęciu, gdzie pito, tańczono, właśnie w tych <<najwyższych sferach>>. Wracaliśmy nad ranem, była to godzina czwarta- lato, ale to była zimna noc. I zobaczyłem jeepy wiozące aresztowanych. Żołnierze, ci strażnicy, byli w kożuchach, a więźniowie - w marynarkach ,z podniesionym kołnierzem - trzęśli sie na chłodzie. Wtedy zrozumiałem, w czym biorę udział." Tutaj nawet mnie ogarnia zdumienie -czyżby po czterech latach reżimu (choć może spotęgowało się to dopiero wtedy?) tak inteligentny człowiek JESZCZE nie zdawał sobie z tego sprawy? Miłosz zawsze butnie wystawiał się na ciosy. Niemniej ten widok nas niemal przygniata.
Po wakacjach '50 został przeniesiony do Paryża. Decyduje sie na pracę we Francji od jesieni. Myśli o zerwaniu z rządem polskim. Na Boże Narodzenie tego roku znowu przyjeżdża do Polski, odrzuca zaproszenie Putramenta (z którego kpi w wielu listach z okresu "amerykańskiego") na bal rządowy, , spędza noc z "politycznymi wyrzutkami": Watami i Parandowskimi. Ten gest wyboru sprawił, że jego paszport zatrzymano. Wreszcie pomaga mu Zygmunt Modzelewski, a raczej jego żona, której zdumiewające słowa (sugerujące, że wie, iż Miłosz z rządem zerwie, i że po tym powinien opisać, co się dzieje naprawdę), opisuje Miłosz m.in. w "Rodzinnej Europie". 1 lutego nie zgłasza się do ambasady po pensję. Kieruje się do Giedroycia i prosi o azyl polityczny. W Polsce zostaje przez władze wyklęty. Po roku '50 (do '80, ale bodaj czy nie z przerwą) nie drukuje się go. Gałczyński pisze "Poemat dla zdrajcy". Miłosz przechodzi w drugi obieg. Podobnie jednak jak Gombrowicz, Miłosz nie znajduje porozumienia z rządem emigracyjnym. Z Giedroyciem też ma konflikty (została wydana ich korespondencja, z lat 1952-63), ale Giedroyć go ceni i wydaje. Po "Zniewolonym umyśle" zostaje "specjalistą od komunizmu". Czuje się poetą, ale kto by go za granicą wydawał? Po "Zniewolonym umyśle", a później przepięknej "Dolinie Issy" przełamuje impas poetycki. Pisze, choć znany jest ze swej "publicysto-eseistycznej", znakomitej skądinąd strony. Szaleje, żona z synami wciąż są w Ameryce. Przyjeżdżają bodaj po kilku latach. W latach 60. (choć miał tylko tytuł mgra prawa) dostaje z Ameryki propozycję pracy na uczelni. Wyjeżdżają. Wykłada literatury słowiańskie, co znaczy przede wszystkim rosyjską - bo to Rosją fascynują sie Amerykanie. Pisze bardzo dużo o Dostojewskim. Pisze, przekłada, ma dostęp do ogromnych bibliotek. Ogląda z bliska to co dzieje sie w jednym z najbardziej fascynujących krajów świata. Ogląda prymitywną fascynację młodzieży tzw. komunizmem, widzi rewoltę lat 60./70. - ba, tę samą fascynacją dostrzega we wspomnianym prze dzeka Sartrze, bożyszczu zachodnich lewicowych intelektualistów! I mówi wyraźnie: my wiemy wiele wiedzą gorzką i bolesną, i tą wiedzę powinnyśmy przekazywać Zachodowi. Dlatego m.in. pisze "Zniewolony umysł" (tak też - opozycji do Zachodu, a nie Wschodu przede wszystkim - postrzega rewelację "Zniewolonego umysłu" Gombrowicz).
Okres amerykański przyniósł oprócz tego lekkie, znakomite "Widzenia nad Zatoką San Francisco". Ogromna przestrzeń, specyfika stosunków międzyludzkich w Ameryce, "głupota mrożąca krew w żyłach" w połączeniu z nietypową dla Europejczyków życzliwością - to wszystko zmusza go do natychmiastowej konfrontacji z najważniejszymi znamionami nowoczesności, i myślę, że jest ze wszech miar korzystne. Nie bez powodu nazywa się Miłosza jednym z najważniejszych świadków swojego wieku. Myślę, że nauczył się tam dużo zrozumienia - bo tylko rozumiejąc, mógł to opisywać.
Po roku '80 i niewygodnym dla Polski Noblu wreszcie osiąga swobodę. Może pisać (a wierszy nie pisał nigdy inaczej, jak po polsku), nie troszcząc sie o materialny byt (w Paryżu nieraz ledwo wiązał koniec z końcem), pije burbona i nosi krótko ostrzyżone włosy (jedną z moich ulubionych metafor, czy raczej "metonimii", przytacza też w niezłym artykule "Polityka" Wink ), nie krzyczy, że świat jest zły, tylko kawałeczek po kawałeczku układa układankę ze szczegółów, z okruchów, tworząc imponującą mozaikę. Jak mówi z ironią i bólem, "gniew i litość szkodzą równowadze stylu", jeszcze nie czas, żeby opisać, jaki naprawdę był wiek XX. Zaczyna to o robić na dobrą sprawę pod koniec lat 80., dobiegając już do 80. I będzie to robił aż do końca. Tak głęboko zinterioryzuje ból, że będzie o nim mówił cicho, nie waląc głową w stół.
To chyba najbardziej imponująca lekcja, jakiej udziela nam Miłosz. O bólu mówić można tylko zrozumiałymi słowami. Czyli musi nas najpierw złamać. Wszytko inne jest niewysławialne, poeta nie może temu właśnie ulec. Poeta musi wykrzyczeć, ale tylko wtedy, gdy, paradoksalnie, uzyska "równowagę stylu". I tego Miłosz uczy się przez całe życie. Mówi: Mickiewicz był klasykiem! Bo Mickiewicz trzymał sie w karbach stylu. Owszem, styl do kokon, strząsa go z siebie do końca: styl to narzędzie - znakomicie to widać m.in. w jego agresywnych, ale jakże - dla mnie - smacznych esejach z lat 30.! - ale bez stylu nie ma nic. Nigdy nie wyplątał się z poczucia zła. Poczucia grzechu. Ale nam dał ogromnie wiele. Pomógł nam rozumieć XX wiek, pokazywał swoje obolałości hardo - jak we wspomnianym cytacie - ale jak na spowiedzi. Chciał, aby każdy poznał jego zło. (Jak mówiła Simone Weil, łatwiej rozpamiętywać swoje zło niż swoje błędy). Nie potrafił sobie z nim poradzić. Wydaje mi się, iż miał poczucie, że ta demitologizacja się nie udała i nie uda. To przyniosło jednak czytelnikom wiele korzyści. Skumulowało się w nim wiele cech, z którymi współczesny człowiek nie może sobie poradzić. Wielu czytelników grzechy Miłosza uszanuje. On sam tego nie potrafił. Stąd taką rolę odgrywa u niego religia. Widać to od pierwszych wierszy (poza może pierwszym, zdyskredytowanym przez niego tomikiem), i krytycy zaczynają to podkreślać. Miłosz jednak wierzył i nie wierzył, bardzo chcąc wierzyć. To, co „poza”, pochłaniało jego myśl zupełnie. W związku z tym miał poczucie ogromnego długu wobec ziemi (z której uroków korzystał nieustannie). I w poczuciu winy ten dług, a także dług „grzechu pierworodnego”, spłacał, na oczach (zachwyconego tym nierzadko) czytelnika przez całe życie. Mam do niego ogromny szacunek. Uszanujmy jego błędy.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Markovitz




Dołączył: 17 Wrz 2007
Posty: 42
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 8 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 10:59, 03 Sty 2011    Temat postu:

dzek napisał:
głównym zarzutem jaki miał Herbert do Miłosza to fakt , iż zaraz po wojnie nasz przyszły noblista był urzędnikiem i to na wysokim szczeblu PRL-u (..)


Ta okoliczność nie miała większego wpływu na relacje między poetami, bowiem dużo później Herbert gościł u Miłosza w Berkeley i wówczas doszło do scysji związanej z prowokacyjną wypowiedzią Miłosza, który w trakcie przyjęcia "rozważał dobre strony przyłączenia Polski do sowieckiego imperium".
Sprawę tę analizował w obszernym szkicu na łamach Rzeczpospolitej (19/20 VII 2008) Andrzej Horubała, który w tak osobliwy sposób skomentował żale Herberta :
"Było to jawnym złamaniem kodeksu pijaków, którzy wspólnie biesiadując, nie wyciągają później zwierzeń i kłótni na światło dzienne, bo czas wzajemnego upijania się jest czasem odświętnym, gdzie zawieszone zostają zwyczajne normy."

Takie wytłumaczenie mogę jeszcze przyjąć, ale nuty relatywizmu pobrzmiewającego w zdaniu Ysandry - już raczej nie...

Ysandra napisał:
Chciał, aby każdy poznał jego zło.


W ten sposób można usprawiedliwić każdą wpadkę autora...

Żeby uniknąć nieporozumień - cenię Miłosza jako znakomitego poetę i niezrównanego gawędziarza, a także jako opozycjonistę- emigranta, ale w doraźnie formułowanych opiniach na tematy polityczne często się gubił.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 18:11, 03 Sty 2011    Temat postu:

Zło brzmi w tym kontekście... niezbyt dobrze. nie mówię o złu tych konkretnych politycznych wyborów, nie oceniam ich, w tym także nie usprawiedliwiam, żeby nie wpaść w naiwny relatywizm. Poza tym to, co przytaczasz, Markovitzu, samo w sobie nie jest usprawiedliwiem... Choć mogłoby tak brzmieć. W związku z tym - żeby nie przytaczać też bezkrytycznie takich fundamentów jego myślenia jak "metafizyczne zło", podaję trochę "polemiczną" wobec Miłoszowej postawę Simone Weil (którą skądinąd głęboko facynował się Miłosz): "Większość szkolnych ćwiczeń daje również im tylko właściwe korzyści, ale są to korzyści drugorzędne. To, że nauczycie się psychologii, jest drugorzędne. Najważniejsze jest to, żeby nauczyć się bycia skupionym, koncentracji. Dwadzieścia minut napiętej uwagi bez zmęczenia jest warte nieskończenie więcej niż trzy godziny tej pilności ze zmarszczonymi brwiami, po których mówi się z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku "dobrze pracowałem". Pod tym względem zastanawianie się nad własną głupotą jest może bardziej użyteczne niż medytacja nad własnym grzechem. Świadomość grzechu daje poczucie, że jest się złym i wkrada się w to niekiedy pewna duma. Kiedy przemocą możemy sobie utkwić oczy i wzrok duszy w głupio nieudanym ćwiczeniu szkolnym, czujemy jasno, nieodparcie, że jesteśmy czymś miernym. Nie ma wiedzy bardziej nad to praktycznej. Jeżeli uda nam się poznać tę prawdę całą duszą, idziemy już na trwałe dobrą drogą." (Z tekstu: "O Simone Weil", przesłanego mi w ramach Seminarium humanistycznego).

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ysandra dnia Pon 18:18, 03 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dzek




Dołączył: 25 Maj 2007
Posty: 362
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Pon 18:20, 03 Sty 2011    Temat postu:

Twórczość Miłosza znam pobieżnie,więc nie będę się ubierał w szaty jakiegos literaturoznawcy czy wielkiego erudyty .Nie chciałbym też tym bardziej osądzać go jako człowieka,bo to już w ogóle byłoby niestosowne.Wielu ludziom zbyt łatwo przychodzi krytyka ludzkich postaw,zwłaszcza gdy są wygłaszanae post factum.Mam dziwne przeczucie,że np największymi wrogami PRL-u są Ci ,ktorzy w najlepszym razie byli wtedy dziecmi.Miłosz żył wiele lat,przezył prawie cały XX wiek i miał świadomość,że bycie artystą to jeszcze nie jest wszystko,jakkolwiek my artystów zwyklismy cenimy za ich dzieła a nie za życie.Mnie kiedyś spodobał się "Piesek przydrożny",ale też i pewne zdanie,ktore powiedział Miłosz w jednym z telewizyjnych wywiadów.Otóż stwierdził on/cytuję jedynie sens tych słów/-Cóż warte są całe tomy moich dzieł/w domyśle w ogóle artystów/wobec heroicznego gestu jakiegos człowieka,ktory z narazeniem życia ratował w czasie wojny innych ludzi/z reguły byli to Żydzi,choc przecież nie tylko/?

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 18:24, 03 Sty 2011    Temat postu:

No. I w tym w skrócie zawiera się "zło", o które Miłosz się oskarżał Smile. Tego wyboru:
"Nie rozumiałem czemu dręczył ich 9artystów] brak cnoty,
Skąd zgryzota sumienia, teraz już rozumiem.
Z wiekiem, czy też z mijaniem dwudziestego wieku
Pięknieje dar mądrości i zwyczajna dobroć.
"
Powtarzał to później na każdym kroku. Tak jak w, pięknym, "Piesku przydrożnym".


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Pon 18:26, 03 Sty 2011    Temat postu:

Wiedział, że będziemy cenić go za jego dzieło, i stąd powtarzał z rozpaczą: "Zmącony i nieszcześliwy ja człwoiek./ Zupełnie inny pozostanę w moich wierszach". Być może, jak to słusznie zauważył dzek, zdawał sobie sprawę, że bycie artystą to nie wszystko, i dlatego swoje POWOŁANIE (bo nigdy nie mówił o tym inaczej) oceniał jako głęboko niesprawiedliwe. Więcej o tym ani slowa, nie będę go powielać.

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
dzek




Dołączył: 25 Maj 2007
Posty: 362
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Jelenia Góra

PostWysłany: Pon 18:50, 03 Sty 2011    Temat postu:

A najgorsze to jest to ,że również jego jak i też Herberta używa się do bięzących politycznych sporów.Wiadomo,że Miłosz w pewnych kręgach kościelnych i prawicowych nie ma zbyt dobrej prasy,no bo się kiedyś ugiął i mial nie tych znajomych co trzeba/stad kontrowersje w sprawie jego pochówku /.Co innego Herbert,on zdaje się być traktowany jako ten "ksążę niezłomny',jako wręcz przykład swojego nieprzejednania w walce z komuną.Podobnie się zresztą dzieje z Kazmarskim.Jemu,jak się zdaje bardzo uwierał tytuł "Barda solidarności".cPrzypominam sobie cytat z tej biografii,kiedy to Kaczmarski pojechał do Australii i tam dopadły go jakieś starsze panie i wykrzyknęły coś w rodzaju"-Jak Pan pięknie śpiewa,prawie jak Waldemar Kocoń."Może dlatego Kaczmarski nie mogąc znieśc tej łatki,kóra mu przypisywaną nie bał się brać do ręki,nawet z pewną ostentacją,czasopisma "Nie".

Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
daeclan
Administrator



Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 313
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Żary

PostWysłany: Wto 17:35, 04 Sty 2011    Temat postu:

dzek napisał:
A najgorsze to jest to ,że również jego jak i też Herberta używa się do bięzących politycznych sporów.Wiadomo,że Miłosz w pewnych kręgach kościelnych i prawicowych nie ma zbyt dobrej prasy,no bo się kiedyś ugiął i mial nie tych znajomych co trzeba/stad kontrowersje w sprawie jego pochówku /.

Być może nie chodzi tu o ukłon w stronę komunistów po wojnie, lecz o różne wypowiedzi, które są kontrowersyjne. Tomasz Czapiewski w pismie TEKA co prawda wyjaśnia wszystkie te kwestie, ale to jest tylko jeden głos w całej sprawie, inni biorą stronę Łysiaka. Gdzie jest prawda?

dzek napisał:

-Jak Pan pięknie śpiewa,prawie jak Waldemar Kocoń."Może dlatego Kaczmarski nie mogąc znieśc tej łatki,kóra mu przypisywaną nie bał się brać do ręki,nawet z pewną ostentacją,czasopisma "Nie".


Antyklerykalizm Kaczmarskiego był znany chyba wszystkim, a czytanie "Nie" było tego zewnętrzną oznaką.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Wto 19:02, 04 Sty 2011    Temat postu:

Cha cha! I znowu się babramy w te kwestie. Miłosz też był "antyklerykalny", czy raczej anty-prawicowy - rzeczywiście, wypowiedzi były "kontrowersyjne" i nigdy się ich nie wypierał - a do tego jego religijność budziła głębokie opory. Nie ma najmniejszej potrzeby usprawiedliwiać go z tego typu wypowiedzi - tak myślał i miał do tego prawo (a ja nie ukywam, że w dużej mierze się z jego anty-prawicowością zgadzam). To są kwestie światopoglądowe. Myślę, że chodziło raczej o ów "ukłon".
A Kaczmarski walczył z łatką "barda" przez całe życie. Proszę posłuchać piosenki "Zbroja" z wczesnych lat 80.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
daeclan
Administrator



Dołączył: 04 Paź 2005
Posty: 313
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 13 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Żary

PostWysłany: Śro 14:00, 05 Sty 2011    Temat postu:

Oczywiście że obaj mieli prawo do wyrażania swoich poglądów czy manifestacji antyreligijnych. Wyrażanie jednak tych kwestii, naraża ich samych na własną krytykę. Tak bywało zawsze i chyba zostanie na przyszłość. Osoby publiczne mają w tym względzie dodatkowe zobowiązania, są pod lupą społeczną, muszą więc dodatkowo ważyć to co mówią. Często jednak ustawiają się pod jednym ze sztandarów i burza gotowa. Ludzie ustawiają się po prawej czy to lewej stronie i wzajemnie krytykują, nie widzę w tym nic wielkiego że od czasu do czasu dostanie się i Miłoszowi czy Kaczmarskiemu. Jako twórcy byli wielcy, i za to trzeba ich cenić, a poglądy polityczne to druga strona medalu. Ja z kolei zawsze odżegnywałem się od lewicowych mrzonek, co nie przeszkadza mi sięgać po twórczość w/w osób i podziwiać prace np. pana Picassa chociaż należał do partii komunistycznej. Tak to bywa że twórczość i polityka idą w parze, ale jakby osobno.

Na literaturze znam się chyba zbyt mało aby polemizować w temacie, ale jako przykład osoby o niezwykłej charyźmie zawsze stawiałem Zofię Kossak-Szczucką.


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Autor Wiadomość
Ysandra




Dołączył: 10 Kwi 2007
Posty: 510
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław/ Warszawa

PostWysłany: Śro 15:36, 05 Sty 2011    Temat postu:

Jasne. Zgadzam się, dlatego śmieszą mnie zdania "zwolenników twórczości": "on przecież tak nigdy nie mówił!". Choć akurat Miłoszowi przypisywane są często częściowo lub całkiem fałszywie podłe intencje na podstawie zdań wyrwanych z kontekstu. Praktyka to stała i osławiona ("Polska to Ciemnogród", "Wysadziłbym Polskę w powietrze" itp.). Myślę, że jest to bardzo nieuczciwa polityka, i bardzo szkodliwa. Niektórym moze niesłusznie ranić uczucia. (Zresztą Milosz przyznał się, że w niektórych artykułach z lat 50. rzeczywiście ranił uczucia innych, czego nie powinien był robić i czego się teraz bardzo wstydzi). Nie odmawiam mu momentów pychy i zacietrzewienia. Zdawał sobie z nich sprawę. Oczywiście, że twórczość to rzecz osobna. Miłosz cierpiał nad tym, że do lat 80. był "pisarzem politycznym, specjalistą od komunizmu". O ile dobrze pamiętam, na pytanie Renaty Gorczyńskiej, co by zmienił w "Zniewolonym umyśle", odpowiedział, że by tej książki nie napisał. Ale wikłał się w te spory nie raz i nie dwa, choć może zarzut "ateisty" pojawia sie stosunkowo rzadko i myślę, iż go szczególnie nie drażnił. Wystarczy poczytać jego wiersze, żeby wiedzieć, że było inaczej (niż mu sie czasami przypisuje). Poglądy polityczne kształtują osobowość (tak określa Miłosz swoje "żenujące" go, dość agresywne w tonie, ale moim zdaniem naprawdę interesujące artykuły opublikowane w "Przygodach młodego umyłu". Miłosz nie miał na to wielkiej chęci. Myślę, że były dla niego zbyt ekshibicjonistyczne, wolał poetycką "nagość", jak sam to określał). Ale nie należy za to - jak chcialiby niektórzy - palić jego książek, to nie ejst metoda polemiczna.

Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ysandra dnia Śro 15:38, 05 Sty 2011, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   
Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum Korowód Strona Główna -> Jeszcze pożyjemy Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony 1, 2  Następny
Strona 1 z 2

 
Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001, 2005 phpBB Group
Regulamin